Samolot zaraz miał ruszyć , a ja układałam sobie w głowie co będzie, gdy wrócę po wakacjach. Teraz obierałam kurs na Walię, robiłam tak od lat , w wakacje jechałam pomagać tam starszemu Panu - Johonowi, Który był kiedyś nauczycielem w walijskiej szkole, u którego razem z koleżanką przyjechałam kiedyś na wymianę. Stary czasy - podstawówka. Odkąd byłam gimnazjalistką jeździłam mu tam pomagać- co wakacje-co roku.
Z minuty na minutę byliśmy coraz wyżej, i nagle problemy uciekały , tam w chmury, i miałam ochotę by tam zostały!
Kolejnym wielkim plusem jest to, że spotkam się tam z Karoliną i Weroniką, one też były w podstawówce na tej wymianie, a poznałyśmy się już wiele lat temu w internecie.
Wylądowaliśmy, na lotnisku w Liverpoolu był już syn Pana Johna - Willy.
-Hello Willy - uśmiechnęłam się do rodowitego Anglika.
Na co dzień mieszka w Londynie, urodził się w Liverpoolu a wychowywał się w małym walijskim miasteczku.
- Hello Ann.- Bo tak właśnie do mnie mówili, tu za granicą. Imię Amelia, nie jest za proste, a na dodatek nie ma zamiennika.
Więc tu - poza granicami naszej pięknej Polski jestem - Ann.
-How are You?
Beznadziejnie drogi Willu, przeprowadziłam się nikogo nie znam i straciłam przyjaciółki!-pomyślałam
-Thanks, good, and You?
-Thanks, good too.
Wsiedliśmy do auta i obraliśmy kurs : Walia
Tam w małej miejscowości nad wodą czekał już Pan John i moje kochane przyjaciółki!
-Good morning mr. John
John wpadł w euforię , wyściskał mnie mocno i zaprosił nas do salonu gdzie siedziały już Karolinka, i Weronisia!
Siedzieliśmy przy herbatce i ciasteczkach i rozmawialiśmy godzinami.
John Carlos, bo tak się nazywał Pan u którego mieszkać miałam przez kolejne 2 miesiące.
Jest on byłym nauczycielem geografii, obecnie na emeryturze.
Wieczorem razem z dziewczynami i Willim poszliśmy na spacer!
-Tu jest pięknie -powiedziałam do Karoliny.
-mogłabyś tu zostać? zostawić wszystko?- zapytała zdziwiona.
-A co ja mam do teraz stracenia...
.jpg)
